Każdy przeżył lśnienie. A konstrukcje sprawiedliwych legły w gruzach...
Ale czy przyznajemy się do porażki?
Dla jednych lśnieniem jest miłość, dla innych szansa na karierę lub zbudowanie czegoś większego... Każdy z nas czuje inaczej, ma inne priorytety. Lecz rzadko kto przyznaje się nawet do tych z pozoru małych porażek. Przeżyłeś coś takiego, do czego pragniesz wrócić i przeżyć jeszcze raz? Albo zmienić bieg wydarzeń, żeby ta mała chwila, to lśnienie stało się światłem Twojego życia i nigdy nie przeminęło?
1.Lśnienie
"Nie mniej było pytań
Kiedy legły w gruzach
Konstrukcje sprawiedliwych."
Kiedy legły w gruzach
Konstrukcje sprawiedliwych."
~ COMA
Rok 2015.
Maj.
To był taki moment, kiedy człowiek nie ma już nawet siły płakać.
Faktem jest, że kobiety różnią się od mężczyzn i chodzi tutaj przede wszystkim o sposób myślenia. A ona była wyjątkowo ciężkim przypadkiem. Zamknięta w sobie, nigdy nie potrafiła otwarcie mówić o tym, co naprawdę czuje. Przychodziło jej to z wielkim trudem. Zwłaszcza po tym, jak przez długi czas, mężczyzna, którego kochała, traktował ją jak kogoś fatalnego i beznadziejnego. Czuła się przytłoczona. Miała wrażenie, że coś mu zawdzięcza, że złapała Boga za nogi, mogąc być przy jego boku...
Ale kiedy go w końcu zostawiła, nic już nie było takie samo. Sądziła, że nie potrafi kochać, ale to nie była prawda. Potrafiła. Rzecz w tym, że potrzebowała czasu, żeby wszystko poukładać. Inną sprawą było to, że sama sobie tego czasu nie dawała.
Na początku każda z jej relacji z mężczyznami zapowiadała się dobrze. Potem było w porządku, a z biegiem dni zaczynało się dziać coraz gorzej. Ona się odsuwała od faceta, a on chciał znać tego powód. I wtedy naciskał. To właśnie sprawiało, że bała się jeszcze bardziej i zamykała w swojej bezpiecznej skorupie, co rujnowało jej związek. Pierwszy, drugi... Fakt faktem na tych dwóch jej nie zależało. Miała je gdzieś. Aż w końcu przyszedł ktoś inny. Ktoś kto był jej najlepszym przyjacielem. I człowiekiem, na którym mogła zawsze polegać. Kochała go. Nikogo tak nie kochała jak jego. Kiedy ją pocałował, przestraszyła się. To wydawało jej się absurdalne. On w jej oczach był najwspanialszym chłopakiem na świecie. I jak mógł chcieć jej...?
Tylko w jego towarzystwie czuła, że jest naprawdę wartościową osobą. Wiedziała, że komuś na niej zależy. I to w dodatku komuś tak bardzo ważnemu. Komuś, na czyim zdaniu zawsze zależało jej w pierwszej kolejności. Brzmi pięknie, prawda?
I było.
Ale zamykała się, odtrącała go, bo wiedziała, że go skrzywdzi. Za bardzo żyła przeszłością. Miała w sobie te absurdalne opory...
Potrwało to trochę czasu zanim stwierdziła, że nie mają sensu.
Kiedy przestali ze sobą rozmawiać, miała wrażenie, że grunt usunął się jej spod nóg. Brakowało jej go.
Brakowało jej go jak powietrza, bez którego żaden człowiek nie jest w stanie istnieć.
Napisała do niego. Odważyła się w reszcie, choć zajęło jej to sporo czasu i nerwów. Pełna radości pojechała do niego. Bo przecież "przyjaciele też mogą oglądać razem filmy" - to były jego słowo. I faktycznie oglądali. Dobrze się bawili, śmiali. Ale wciąż o nim myślała. W pewnym momencie, grubo po północy, położyła mu głowę na ramieniu. On oparł na niej swój policzek i to...
Przez myśl przebiegły jej dwa proste słowa: "Pieprzę to". Usiadła mu okrakiem na kolanach i zaczęła całować. Nie minęło wiele czasu aż on przejął inicjatywę. Wodził dłońmi po jej ciele, całował, a ona czuła się w jego ramionach cudownie. Chciała z nim być. Chciała być przy nim w tamtej chwili i w każdej innej. Nic nie wskazywało na to, że potoczy się tak jak miało się potoczyć. Sądziła, że znieczulica jej przeszła. Myślała, że czuje i pokocha bezgranicznie... Spotykali się weekendami, pisali ze sobą. Nie dogadywali się przez jej bariery, ale jeden pocałunek zmieniał wszystko. Tylko jeden. Wystarczyło zaledwie tyle, żeby znowu było dobrze. Kochał ją. Kiedy jej o tym powiedział... serce stanęło jej w piersi. Nigdy, ale to nigdy nie usłyszała w niczyim głosie tyle uczucia. Najgorsze było to, że jeszcze nie potrafiła mu odpowiedzieć. A przynajmniej tak jej się wydawało.
Coś sprawiało, że nie dawała mu całej siebie. Że było w niej coś takiego, co ją hamowało. Nie wiedziała dlaczego. Wiedziała, że nie traktowała go tak, jak na to zasługiwał.
Pewnego wieczora napisał do niej, że już tak nie może. Powiedział jej, że nie czuje, żeby komuś na nim zależało. Nie takie miał wyobrażenie związku.
Rozumiała to...
Nie odzywali się do siebie. Nie minęło wiele czasu, kiedy z dnia na dzień zdawała sobie sprawę, co zrobiła. Do czego dopuściła... Jak bardzo go skrzywdziła. I zaprzepaściła szansę na największe szczęście swojego życia. Znowu płakała po nocach, jak kiedyś. Znowu zadręczała się myślami i nie mogła oddychać.
Tonęła.
Miała wrażenie, jakby zapadała się coraz głębiej w wodę i nie mogła wypłynąć. Rozpaczliwie chciała zaczerpnąć powietrza, ale nie mogła. Jakby już nie potrafiła oddychać.
Powiedzenie, że człowiek nie umie docenić tego, co ma, dopóki tego nie straci, jest w pełni prawdziwe.
Ona dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo nie potrafi bez niego żyć. Bez rozmów, bez bliskości, bez dotyku dłoni. Wiedziała, że to już koniec. Straciła wszystko, bo nie potrafiła rozmawiać. Bo była za bardzo zamknięta w sobie. Najbardziej niszczy brak rozmowy. To pierwszy stopień do zaprzepaszczenia wszystkiego.
Popełniła wiele błędów, podejmowała złe decyzje, które go krzywdziły... Chciała spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że niczego nie żałuje. Że nie żałuje pierwszego pocałunku, tamtej nocy, kiedy znowu byli razem, ani żadnej chwili spędzonej we dwoje czy wśród znajomych w ciągu tych wszystkich lat. Wszystko jej się z nim kojarzyło i nie potrafiła przestać za nim tęsknić. Nie było jej przykro z tego powodu, że był jedyną osobą, przy której czuła, że żyje, a kiedy brakowało go w jej życiu, ono obumierało. Nie było jej przykro z tego powodu, że zakochała się w nim... że był miłością jej życia.
To było lśnienie. Na początku światło było obezwładniające i nieznośne. To dlatego, że nie chciała go oglądać, broniła się przed nim. A teraz? Ta krótka chwila blasku przeminęła i zostawiła ją z dziurą w duszy. Dopiero po czasie zrozumiała, że to lśnienie mogło być światłem jej życia, ale przeminęło na jej własne życzenie. Choć może nie do końca... Został w niej mały blask nadziei, że kiedyś to konkretne lśnienie powróci.