2. Piosenka Pisana Nocą
"A może ja jestem opowieść
Zmęczonych ust"
~ Piotr Rogucki
Zmęczonych ust"
~ Piotr Rogucki
Rok 2015.
Czerwiec.
Obiecał jej, że wrócą do tej rozmowy. Mówił, że nie chce podejmować żadnej decyzji na szybko, że musi wszystko przemyśleć i sobie poukładać. Ale ona wiedziała, jak to wszystko się skończy. Wiedziała, że na niego nie zasługuje. Zachowała się jak ostatnia jędza i nie dawała mu tego, na co naprawdę zasługiwał. A zasługiwał na wszystko, co najwspanialsze.
Poprzysięgła sobie, że będzie go kochać zawsze. I będzie przy nim. Postanowiła cieszyć się jego szczęściem, nawet jeżeli nie będzie mogła w tym szczęściu uczestniczyć.
Dzień w dzień wychodziła do ludzi, uśmiechała się, starała się funkcjonować normalnie. Uczyła się żyć bez powietrza. Pozornie była tylko bledsza, smutniejsza i bardziej niż zwykle zamyślona. Niemal w każdej chwili wracała myślami do niego i mimo że uśmiechała się na wspomnienie każdej z sekundy, przez jej twarz niemal zawsze przetaczał się grymas bólu, kiedy zdawała sobie sprawę, że to wszystko już nigdy nie wróci.
W nocy leżała na łóżku, już sama, bez obawy, że ktoś może ją zobaczyć. Zaciskała pięści, chowała twarz w poduszce i szlochała bezgłośnie, przełykając gorzkie łzy. Obwiniała siebie za wszystko i miała rację. Nie było nikogo, komu mogła się wypłakać. Była sama w swojej rozpaczy. Należało jej się to.
Dotarło do niej, jakie figle płatał jej los. Poznała go sześć lat wcześniej. Po dwóch latach zaczęli utrzymywać ze sobą lepszy kontakt i przyjaźnić się. On był dla niej jak brat, którego nigdy nie miała. Troszczyła się o niego, uwielbiała spędzać z nim czas. Byli najlepszymi przyjaciółmi. Wszędzie razem, zawsze stali za sobą murem... Aż w końcu coś się stało. A ona tego nie zauważyła. Kiedy pierwszy raz wziął ją za rękę, coś w nim pękło, a potem... Cóż... On zawsze przy niej był, kiedy płakała przez jej pierwszą miłość, potem kiedy tamten facet do niej wrócił i źle ją traktował. On zawsze przy niej był, słuchał i bronił. A ona nie zauważyła, że to on jest najważniejszym mężczyzną w jej życiu od lat.
Nie wiedziała, jak byłoby wcześniej, ale teraz była w stanie poświęcić dla niego wszystko: pracę, studia, nic nie było ważniejsze od niego. Wolała również pojechać z nim na koncert ulubionego zespołu, niż na wymarzony wyjazd do Włoch. Dla zaledwie kilku chwil...
Teraz stała przed nim, patrzyła w jego szaro-niebieskie oczy i czekała na najgorsze. Nie mogła oddychać, ręce jej się trzęsły. Marzyła tylko, żeby wpleść palce w jego miękkie blond włosy, przytulić się do niego i zostać tak resztę życia. Do oczu powoli napływały jej łzy, choć starała się je przełykać.
Miał już otworzyć usta i coś powiedzieć, ale mu przerwała.
- Poczekaj - zaczęła, choć głos jej się trząsł. - Zanim powiesz cokolwiek, pozwól mi coś dodać. - Odetchnęła głęboko. - Tęsknię za Tobą. Mówiłam Ci już, tamtych moich zachowań będę żałowała do końca życia. I przede wszystkim chcę, żebyś był szczęśliwy. Nie istotne czy ze mną, czy beze mnie. Nie ważne, co mi teraz powiesz, zawsze będę przy Tobie i będę Cię wspierać. Byłam i będę dla Ciebie przyjaciółką. I domyślam się, że teraz mi powiesz, że już nigdy nie będziesz w stanie mnie kochać. Bo wybaczenie to jedno, a zapomnienie to drugie. Wiem, że podejmowałam błędne decyzje, które Cię krzywdziły i nie cofnę czasu, chociaż nie wyobrażasz sobie nawet jak bardzo bym tego chciała. Nie wybaczę sobie też tego, że nie walczyłam, kiedy powiedziałeś mi, że nie możesz tak dłużej żyć. Powinnam była poprosić Cię o chociaż trochę czasu, bo byłam cholernie pogubiona, przez to wszystko... - zająknęła się na wspomnienie tego, jak była traktowana. - Musiałam to odreagować w pewnym sensie. I nie czuję się z tego dumna. Za bardzo unosiłam się dumą i nie rozmawiałam z tobą, choć powinnam powiedzieć ci o wielu rzeczach.
Odetchnęła głęboko, bo zdała sobie sprawę, że wszystko to powiedziała na jednym czy dwóch wdechach.
Uniosła wzrok w górę. Wpatrywał się w nią... Nie widziała wyraźnie tego, co malowało mu się na twarzy i w oczach. Stał na tle latarni ulicznej, która rzucała ostre pomarańczowe światło.
- Wiem, że rychło w czas, ale... - powiedziała cicho, spoglądając smutno w dół. - Nie potrafię bez ciebie żyć. - Znowu spojrzała mu w oczy z bólem i determinacją. - Ale jeśli uznasz, że tak będzie lepiej, jakoś się nauczę... Jesteś beznadziejną miłością mojego życia.
Nigdy nie nauczysz się, żyć bez niego, warknęła na siebie w myślach. Bo to twój najlepszy przyjaciel, ktoś kogo kochałaś najbardziej na świecie. Bo do kogo chodziła w każdej sprawie? Kiedy z czegoś się cieszyła, czymś martwiła, albo gdy było jej źle, spotykała się z nim.
Ale teraz to już nie było ważne. Za późno zdała sobie z tego sprawę.
Wszystko, co należało do niej traciło sens. Miała wrażenie, że jest tylko melodią; piosenką pisaną nocą przy szczelnie zamkniętych oknach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz