Dzisiaj nawet
dwa opowiadania! ;)
Długo mnie nie
było, a oba te opowiadanka powstały jakiś czas temu. To chyba z miesiąc jak
nic. Wrzucam je właśnie teraz, ponieważ jestem w trakcie pisania kolejnego (już
bardziej sytuacyjnego niż opisowego). No i w sumie chyba też chciałam je
wyrzucić w pewien sposób. Wiecie, człowiekowi aż się lepiej robi jak pokazuje
światu swoje "wypociny" (nawet jeśli jest to niewielka liczba
odbiorców). Będę usilnie starała wbić się w rytm pisania i może wreszcie wnieść
ostatnie poprawki do książki. No i może jakieś wydawnictwo będzie mnie chciało :D
Trzymajcie
kciuki! ;)
04.A
my / Ty
„A my… z wiecznego niepokoju
Z przelotów wiatru z garści cienia
Z brzóz przedwieczornych, które stoją
Z przelotów wiatru z garści cienia
Z brzóz przedwieczornych, które stoją
Nad cichą rzeką
zamyślenia”
~ Piotr Rogucki /wiersz Tadeusza Kijonki
/
„You can’t see
me, no
Like I see you
I can’t have you, no
Like you have me”
Like I see you
I can’t have you, no
Like you have me”
~ The Pretty Reckless
Rok
2015.
Październik.
Lubiła
spać.
Kiedy spała, świat stawał się taki odległy.
Wszystko było spokojne.
Lubiła też tych kilka chwil po przebudzeniu. Otwierała oczy i nie pamiętała o problemach i przykrościach. A
ostatnio potrzebowała zapomnieć.
Już nawet nie chodziło o to, że nie
mogła sobie poradzić ze sobą. Rzecz w tym, że czuła się, jakby stopniowo obumierała. Bardzo, bardzo
powoli. Brakowało jej sił.
Kiedy usłyszała, że jest spełnieniem
jego marzeń, więc przez wzgląd na to nie może jej krzywdzić i musi odejść, jej świat rozpadł się, a cienki lód, po którym dotychczas stąpała, zaczął pękać pod
jej stopami. Widział, że dawała mu całe swoje serce. Najbardziej bolało go, że
nie jest pewien siebie i nie potrafi jej się zrewanżować tym samym.
Dobrze wiedziała, jak się czuł. Sama
była w dokładnie takiej samej sytuacji kilka miesięcy wcześniej, kiedy to ona
była zmuszona do odejścia. Bo wiedziała, że nie zasłużyła na niego, na kogoś tak
cudownego… Na kogoś kto dawał jej całego siebie. Zależało jej na nim wtedy tak
bardzo, że nie mogła sobie pozwolić na krzywdzenie go. Czuła się wówczas
niedojrzała do związku, zwłaszcza takiego, jakiego od niej oczekiwał.
Wtedy nie potrafił zrozumieć jej
postępowania i decyzji…
Jakiś czas później wybrała się na
koncert znajomych. Perkusista wpadł jej w oko. Po prostu ją zafascynował.
Przystojny, sympatyczny, pogodny, świetnie grał i urzekał ją całą swoją osobą.
Kiedy tak słuchała, wczuwając się w muzykę, coś do niej nagle dotarło. Poczuła
się, jakby ktoś zdzielił ją w twarz.
„Co ty robisz?” – myślała. „Przecież
to nie on…”
I to była prawda. We wszystkich
facetach, których poznawała, podświadomie szukała cech tego jednego chłopaka.
Dokładnie tego, z którego zrezygnowała… Po głowie chodziła jej tylko jedna
myśl: „Coś ty zrobiła, do cholery?”
W końcu jednak dostała kolejną
szansę. Wtedy wiedziała, że tak już powinno zostać. Wszystko było na swoim
miejscu. Marzenia się spełniły, a ona była najszczęśliwszą osobą na świecie! I
nie jest to czcze gadanie. Naprawdę nie było osoby szczęśliwszej od niej.
O ile wcześniej miała wątpliwości,
czy da radę znowu być z kimś i kogoś uszczęśliwiać, tak wówczas była pewna, że
kocha mocniej niż kiedykolwiek. Choć prawda jest taka, że kochała pierwszy raz.
Wcześniej tylko jednej osobie
powiedziała „Kocham Cię” i nawet dla niej samej brzmiało to jak kłamstwo. Jakby
próbowała oszukać samą siebie. Aż w końcu przywykła. Kłamstwo wiele razy
powtarzane staje się prawdą… Choć w tym wypadku tylko poniekąd.
Teraz kochała całą sobą. Każdym
fragmentem ciała. I wiedziała, że to nie minie. Nawet jeśli miał już nigdy jej
nie dotknąć, zajmował specjalne miejsce w jej sercu. Takie, którego nikt nigdy
nie przejmie.
Jej uczucia nigdy nie były bardziej
szczere. W porównaniu z nimi wszystko inne w jej życiu wydawało się kłamstwem.
- Jak się czujesz? – kobieta nieco
starsza od jej mamy wyrwała ją z zamyślenia.
- Co mogę powiedzieć…? – uśmiechnęła
się delikatnie. – Nie tak znowu najgorzej – wzruszyła lekko ramionami. – Na pewno
pomaga mi to, że dobrze wiem, co on czuje. Sama kiedyś powiedziałam mu to samo,
co on mnie teraz. Wiele rzeczy zrozumiałam po tym, jak rozstaliśmy się
poprzednim razem. Zdałam sobie sprawę, że muszę wytrwać dla niego i walczyć o
to, na czym mi zależy. Jakiś czas temu stałam się bardziej religijna…
Codziennie modlę się o siłę, żeby wytrwać w postanowieniu. Już nawet
nie chodzi o to, żeby na niego czekać, ale o to, żeby wciąż go kochać. Ja
zawsze będę dla niego. Myślę, że teraz jestem w stanie wytrwać, bo jest we
mnie tyle uczucia, że mogłabym kochać za nas dwoje. Chociaż faktycznie mam
świadomość, że już nigdy ze sobą nie będziemy. I pewnie kiedyś zwiążę się z
jakimś innym mężczyzną. Ale mimo wszystko to już nie będzie to samo. Tak kochać
można tylko raz w życiu.
Powtarzała to już któryś raz: „Jesteś
beznadziejną miłością mojego życia”.
Byli do siebie tak podobni, a jednak
nie stworzyli na dłużej jednej całości, choć przy tym nie potrafili bez siebie
żyć. A przynajmniej ona nie potrafiła żyć bez niego.
A
my z harmonii i rozdźwięków…