poniedziałek, 26 października 2015

4.A my




Dzisiaj nawet dwa opowiadania! ;)
Długo mnie nie było, a oba te opowiadanka powstały jakiś czas temu. To chyba z miesiąc jak nic. Wrzucam je właśnie teraz, ponieważ jestem w trakcie pisania kolejnego (już bardziej sytuacyjnego niż opisowego). No i w sumie chyba też chciałam je wyrzucić w pewien sposób. Wiecie, człowiekowi aż się lepiej robi jak pokazuje światu swoje "wypociny" (nawet jeśli jest to niewielka liczba odbiorców). Będę usilnie starała wbić się w rytm pisania i może wreszcie wnieść ostatnie poprawki do książki. No i może jakieś wydawnictwo będzie mnie chciało :D
Trzymajcie kciuki! ;)

Życzę miłej lektury.

04.A my / Ty


A my… z wiecznego niepokoju
Z przelotów wiatru z garści cienia
Z brzóz przedwieczornych, które stoją
Nad cichą rzeką zamyślenia
~ Piotr Rogucki /wiersz Tadeusza Kijonki
/
„You can’t see me, no
Like I see you
I can’t have you, no
Like you have me”
~ The Pretty Reckless

Rok 2015.
Październik.

Lubiła spać.
            Kiedy spała, świat stawał się taki odległy. Wszystko było spokojne.
            Lubiła też tych kilka chwil po przebudzeniu. Otwierała oczy i nie pamiętała o problemach i przykrościach. A ostatnio potrzebowała zapomnieć.
            Już nawet nie chodziło o to, że nie mogła sobie poradzić ze sobą. Rzecz w tym, że czuła się, jakby stopniowo obumierała. Bardzo, bardzo powoli. Brakowało jej sił.
            Kiedy usłyszała, że jest spełnieniem jego marzeń, więc przez wzgląd na to nie może jej krzywdzić i musi odejść, jej świat rozpadł się, a cienki lód, po którym dotychczas stąpała, zaczął pękać pod jej stopami. Widział, że dawała mu całe swoje serce. Najbardziej bolało go, że nie jest pewien siebie i nie potrafi jej się zrewanżować tym samym.
            Dobrze wiedziała, jak się czuł. Sama była w dokładnie takiej samej sytuacji kilka miesięcy wcześniej, kiedy to ona była zmuszona do odejścia. Bo wiedziała, że nie zasłużyła na niego, na kogoś tak cudownego… Na kogoś kto dawał jej całego siebie. Zależało jej na nim wtedy tak bardzo, że nie mogła sobie pozwolić na krzywdzenie go. Czuła się wówczas niedojrzała do związku, zwłaszcza takiego, jakiego od niej oczekiwał.
            Wtedy nie potrafił zrozumieć jej postępowania i decyzji…
            Jakiś czas później wybrała się na koncert znajomych. Perkusista wpadł jej w oko. Po prostu ją zafascynował. Przystojny, sympatyczny, pogodny, świetnie grał i urzekał ją całą swoją osobą. Kiedy tak słuchała, wczuwając się w muzykę, coś do niej nagle dotarło. Poczuła się, jakby ktoś zdzielił ją w twarz.
            „Co ty robisz?” – myślała. „Przecież to nie on…”
            I to była prawda. We wszystkich facetach, których poznawała, podświadomie szukała cech tego jednego chłopaka. Dokładnie tego, z którego zrezygnowała… Po głowie chodziła jej tylko jedna myśl: „Coś ty zrobiła, do cholery?”
            W końcu jednak dostała kolejną szansę. Wtedy wiedziała, że tak już powinno zostać. Wszystko było na swoim miejscu. Marzenia się spełniły, a ona była najszczęśliwszą osobą na świecie! I nie jest to czcze gadanie. Naprawdę nie było osoby szczęśliwszej od niej.
            O ile wcześniej miała wątpliwości, czy da radę znowu być z kimś i kogoś uszczęśliwiać, tak wówczas była pewna, że kocha mocniej niż kiedykolwiek. Choć prawda jest taka, że kochała pierwszy raz.
            Wcześniej tylko jednej osobie powiedziała „Kocham Cię” i nawet dla niej samej brzmiało to jak kłamstwo. Jakby próbowała oszukać samą siebie. Aż w końcu przywykła. Kłamstwo wiele razy powtarzane staje się prawdą… Choć w tym wypadku tylko poniekąd.
            Teraz kochała całą sobą. Każdym fragmentem ciała. I wiedziała, że to nie minie. Nawet jeśli miał już nigdy jej nie dotknąć, zajmował specjalne miejsce w jej sercu. Takie, którego nikt nigdy nie przejmie.
            Jej uczucia nigdy nie były bardziej szczere. W porównaniu z nimi wszystko inne w jej życiu wydawało się kłamstwem.
            - Jak się czujesz? – kobieta nieco starsza od jej mamy wyrwała ją z zamyślenia.
            - Co mogę powiedzieć…? – uśmiechnęła się delikatnie. – Nie tak znowu najgorzej – wzruszyła lekko ramionami. – Na pewno pomaga mi to, że dobrze wiem, co on czuje. Sama kiedyś powiedziałam mu to samo, co on mnie teraz. Wiele rzeczy zrozumiałam po tym, jak rozstaliśmy się poprzednim razem. Zdałam sobie sprawę, że muszę wytrwać dla niego i walczyć o to, na czym mi zależy. Jakiś czas temu stałam się bardziej religijna… Codziennie modlę się o siłę, żeby wytrwać w postanowieniu. Już nawet nie chodzi o to, żeby na niego czekać, ale o to, żeby wciąż go kochać. Ja zawsze będę dla niego. Myślę, że teraz jestem w stanie wytrwać, bo jest we mnie tyle uczucia, że mogłabym kochać za nas dwoje. Chociaż faktycznie mam świadomość, że już nigdy ze sobą nie będziemy. I pewnie kiedyś zwiążę się z jakimś innym mężczyzną. Ale mimo wszystko to już nie będzie to samo. Tak kochać można tylko raz w życiu.
            Powtarzała to już któryś raz: „Jesteś beznadziejną miłością mojego życia”.
            Byli do siebie tak podobni, a jednak nie stworzyli na dłużej jednej całości, choć przy tym nie potrafili bez siebie żyć. A przynajmniej ona nie potrafiła żyć bez niego.
            A my z harmonii i rozdźwięków

3 komentarze:

  1. To takie prawdziwe i na czasie... pozdrawiam Cię cieplutko z Torunia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To takie prawdziwe i na czasie... pozdrawiam Cię cieplutko z Torunia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :* również pozdrawiam i mocno ściskam :D

      Usuń