wtorek, 3 listopada 2015

5.Spadam



Oto najprawdopodobniej ostatnie opowiadanie z tej serii ;)
Teraz zacznę nowe. Mam ostatnio mnóstwo pomysłów! Między innymi taki, żeby zacząć spisywać swój pamiętnik, bo to mogłoby być niezłe :D Dosyć zabawna telenowela bez happyendu w większej części odcinków - mój czarno-biały tok myślenia, te sprawy. Jestem pesymistką, jak już pewnie zdążyliście się przekonać :P
Ale spokojnie. Będą jeszcze opowiadania ze szczęśliwymi zakończeniami! Mam wiele ciekawych historii w zanadrzu ;)
Miłego czytania!

PS. Spróbujcie przemyśleć sobie tę historię.






5.Spadam

"Spadam
Chroni mnie wiara
Niech będzie chwała Bogu
A w mojej duszy spokój
"
~ COMA

Rok 2015.
Listopad.


            Wyobraź sobie pewną sytuację:
            Wstajesz rano z łóżka. Źle spałeś i boli Cię dosłownie wszystko, każda część ciała. Otrzepujesz się jednak i ogarniasz, ale wyglądasz jak przez okno.
Dzień jak co dzień – ptaki śpiewają, słońce świeci, świat płynie dalej i nie ogląda się na Ciebie, chociaż czujesz się jak śmieć. Mimo że już listopad, jesień jest piękna i w sumie to dobija Cię jeszcze bardziej. Najchętniej w ogóle nie podnosiłbyś się z łóżka, zawinąłbyś się w koc, udając krokieta i nie pokazywałbyś się ludziom przez resztę życia. Ale i tak musisz wziąć się w garść, wsiąść w samochód i jechać do szpitala na już dawno umówioną wizytę, na której masz odebrać wyniki badań. Jadąc, myślisz, że za późno wstałeś i nie zdążyłeś zjeść śniadania. Ale to trudno. Umówiłeś się ze znajomą, więc wtedy coś zjesz. Ciągle czujesz, że wegetujesz, bo kochasz ponad wszystko, ale nie możesz dać tej miłości ujścia. Cóż, fakt – wszystko Ci się zawaliło, ale życie nie dobiegło końca. Świat na Ciebie nie zaczeka. Myślisz ciągle, wchodząc do gabinetu. Twój lekarz wita Cię z ponurym uśmiechem.
            „On też chyba ma zły dzień”- myślisz.
Dostajesz kartkę, na której widnieją wyniki badać i oczywiście niewiele rozumiesz z tego bełkotu. I wtedy wszystko się zmienia.
A teraz przejdźmy do właściwej historii…

            W uszach dudniła jej głośna muzyka. Świat krążył dookoła niej, a światła zmieniały się jak w kalejdoskopie. Tańczyła ze swoim znajomym ze studiów i obojgu to odpowiadało. Nie ograniczali się w kontaktach fizycznych, skakali, pili co kilka chwil wódkę z baru, całowali się. Oj, nieźle się nawaliła. On z resztą też.
            Nie wiedziała ani która była godzina, ani ile czasu już tam spędziła, ale bawiła się doskonale. Jeszcze nigdy wcześniej tak się nie zachowywała. Pewnie w normalnych okolicznościach miałaby wyrzuty sumienia, ale nie w tamtej chwili. Wówczas starała się zapomnieć o całej tej siermiężnej rzeczywistości.
            W pewnej chwili poczuła, że ktoś uważnie przygląda się jej poczynaniom.
            Zwróciła się w kierunku wejścia do klubu i widząc jego spojrzenie, uśmiechnęła się. Zastanowiła się chwilę, co on tam robił, ale szybko zdała sobie sprawę, że przecież sama powiedziała mu, gdzie jest. Przez głowę przemknęło jej wspomnienie SMSa, jakiego dostała od niego jakiś tamtego wieczora.
            „Wpadnę do Ciebie, pogadać chwilę ;)”
            - Tygrysie! – zawołała do chłopaka, z którym tańczyła. Udało jej się przekrzyczeć muzykę na tyle, żeby ją usłyszał. – Zostawię cię na chwilę! Przyjaciel przyszedł. Pogadam z nim chwilę.
            Bo przecież byli przyjaciółmi. Zerwali ze sobą, ale przyjaźń miała zostać.
            - Okej – odparł. – Będę przy barze.
            I pocałował ją, wciąż tańcząc. Bynajmniej nie był to krótki pocałunek. Jakby nie chciał jej puścić, choć oboje wiedzieli, że kiedy wytrzeźwieją, nie zostanie nic z ich „bliskich” relacji.
            Tanecznym krokiem podeszła do mężczyzny, na którego widok jej serce biło szybciej i mocniej. Mimo że nie widzieli się już dłuższy czas i chwilami myślała, że jest już okej, że jej przeszło, czasem wszystko odżywało. Zwłaszcza kiedy go widziała. Był jedyną osobą, dla której mogła wszystko poświęcić. Chciała dla niego wszystko poświęcić. Ale on odszedł.
            Teraz przyglądał jej się wzrokiem bez wyrazu. Kiedy z ciepłym okrzykiem objęła go na powitanie, nie drgnął. Nawet nie pochylił się odrobinę, żeby było jej wygodniej. Mierzył sobie prawie dwa metry, a stanie na palcach w butach na obcasach w jej obecnym stanie graniczyło z cudem.
            - Co ci się stało? – zapytał ostro. – To twój chłopak?
            Trochę nie rozumiała, o co mu chodzi.
            - Nie – odparła z szerokim uśmiechem na ustach. Jej wzrok był nieco mętny. – W sumie to znamy się tylko z widzenia.
            Zobaczyła na jego twarzy smutek, złość, żal… i coś jeszcze. Czyżby zazdrość?
            - O co ci chodzi? – zapytała, biorąc się pod boki. – Jesteś zazdrosny? Przecież to ty mnie zostawiłeś?
            Nie była obrażona. Była zmieszana i grała wesolutką, co było dosyć łatwe dzięki sporej ilości alkoholu, jaką w siebie wlała tego wieczora. A do tego cierpiała. Bo tęskniła za nim jak za nikim innym w ciągu całego życia.
            - Właśnie w tej sprawie tutaj przyszedłem. Chciałem porozmawiać – powiedział powoli.
            Stali niedaleko schodów prowadzących do wyjścia, a akustyka w klubie była tak skonstruowana, że w okolicach stołów i loży mogli spokojnie rozmawiać, nie przekrzykując się.
Różowe i fioletowe światła padały na jego jasną cerę i zmierzwione blond włosy. Czuła jego zapach, ten przy którym kochała zasypiać, choć nie miała wielu ku temu okazji. Patrzyła w jego przepełnione bólem i zdezorientowaniem oczy… i miała ochotę paść na kolana i zacząć płakać.
            Po całym dniu dopiero teraz, kiedy stała przed nim w tandetnym klubie z dziadowską muzyką, zaczęło do niej docierać, co się wydarzyło i jak jej życie się właśnie zmieniło.
            - Ale widzę, że doskonale się bawisz… – mruknął. – Że zdążyłaś o mnie zapomnieć.
            To było dla niej jak cios w twarz, chociaż wiedziała, że wcale nie miał zamiaru, sprawić jej przykrości.
            - Nie zapomniałam – odparła twardo. – Musiałam nauczyć się żyć dalej. Ale już nie muszę… – zawahała się. – Do czego zmierzasz?
            Drgnął, jakby chciał ją przytulić, ale hamował się. Wciąż patrzył na nią z góry z pewnej odległości.
            - Jeśli kiedyś uznasz, że jesteś w stanie mi wybaczyć i dać nam jeszcze jedną szansę… Powiedz mi o tym – powiedział szybko, jakby na jednym wdechu. Najwyraźniej był mocno zestresowany.
            Znała te słowa. Sama powiedziała mu kiedyś podobne.
            Uśmiechnęła się smutno i jakby pobladła, czego z pewnością nie było widać w tym świetle.
            - Wybaczyłam ci już dawno – odpowiedziała dość cicho słabym głosem, ale on mimo to usłyszał jej słowa. – Nie. Nie mogę ci tego zrobić.
            Otworzył szeroko oczy.
            - Czego nie możesz mi zrobić? – zapytał drżącym głosem.
            - Jeśli teraz pozwolę ci ze sobą być… - pokręciła lekko głową. – Jeśli pozwolę na to, niedługo będziesz musiał szukać sobie nowej dziewczyny.
            Zmarszczył brwi. Nie rozumiał, o czym do niego mówiła. I w sumie wcale mu się nie dziwiła. Starała się omijać temat. Może sama bała się usłyszeć te słowa z własnych ust?
            - Marzenia się nie spełniają – kontynuowała.
            Dotknęła dłonią jego policzka. Musnęła palcami jego szczękę i położyła rękę na karku chłopaka. Przyciągnęła lekko jego twarz ku sobie i pocałowała delikatnie w usta. I to przelało czarę. Oczy zaczęły ją piec, a po policzkach spod zaciśniętych powiek strużkami popłynęły łzy.
            - Kocham cię najbardziej na świecie – powiedziała, wciąż muskając jego usta swoimi mokrymi od łez wargami. Wciąż mocno zaciskała powieki. – Nie… nawet te słowa to za mało, żeby sprecyzować, co do ciebie czuję. Żadne wymyślone dotychczas słowo nie jest w stanie opisać tego, co czuję. Osobno jesteśmy dwoma różnymi kolorami na palecie, ale razem tworzymy niezliczoną ilość barw. Nie wszystkie są czyste i piękne. Niektóre są brudne i błotniste, ale to nadal jesteśmy my. I na tym polega miłość… Ale nie możemy być już razem.
            - Nie rozumiem… – powiedział cicho.
            Otworzyła oczy.
            On też płakał.
            Ostatni raz widziała jego łzy, kiedy dał jej do zrozumienia, że to koniec.
            Uśmiechnęła się wesoło, choć jej oczy wyrażały niewypowiedziany ból.
            - Mam nieoperacyjnego raka – odpowiedziała, choć nawet dla niej samej jej głos brzmiał pusto, jakby dochodził do nich z innego pomieszczenia. – Jeśli pożyje jeszcze pięć lat, będzie super… I nie mów, proszę, że życie jest niesprawiedliwe… Marzenia się nie spełniają…
            Zaniemówił. Wpatrywał się w nią tylko przerażonym wzrokiem. Trochę jakby nie wierzył w to, co właśnie usłyszał. Zacisnął palce na jej dłoni.
            Ale ona i tak już spadała. Koniec jej życia miał być niczym w stosunku do wieczności i całego świata. Przecież tylu ludzi umierało każdego dnia, a po kilku chwilach żałoby stawało się zapomnianym przez wszystkich elementem życia. Ona też tak zniknie. Zapomniana. Jej życie było niczym z perspektywy wieczności.

            A co Ty byś zrobił, gdyby okazało się, że osoba, która jest spełnieniem Twoich marzeń, umiera?
Może lepiej nie stawiaj się w tej sytuacji. Po porostu żyj z całych sił i kochaj, jakby jutra miało nie być, nawet jeśli ten wybuch uczuć, kiedy masz motyle w brzuchu, przeminął. O marzenia trzeba walczyć, bo one stawiają przed nami perspektywę lepszego jutra. Musisz pamiętać o tym, że nigdy niewiadomo, kiedy wszystko się skończy. Bierz garściami, co daje Ci los i nigdy nie odrzucaj ludzi, bo następnego razu może już nie być.

„Miłość jest pierwszą wśród rzeczy nieśmiertelnych.”
Dante Alighieri

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz