wtorek, 3 listopada 2015

5.Spadam



Oto najprawdopodobniej ostatnie opowiadanie z tej serii ;)
Teraz zacznę nowe. Mam ostatnio mnóstwo pomysłów! Między innymi taki, żeby zacząć spisywać swój pamiętnik, bo to mogłoby być niezłe :D Dosyć zabawna telenowela bez happyendu w większej części odcinków - mój czarno-biały tok myślenia, te sprawy. Jestem pesymistką, jak już pewnie zdążyliście się przekonać :P
Ale spokojnie. Będą jeszcze opowiadania ze szczęśliwymi zakończeniami! Mam wiele ciekawych historii w zanadrzu ;)
Miłego czytania!

PS. Spróbujcie przemyśleć sobie tę historię.






5.Spadam

"Spadam
Chroni mnie wiara
Niech będzie chwała Bogu
A w mojej duszy spokój
"
~ COMA

Rok 2015.
Listopad.


            Wyobraź sobie pewną sytuację:
            Wstajesz rano z łóżka. Źle spałeś i boli Cię dosłownie wszystko, każda część ciała. Otrzepujesz się jednak i ogarniasz, ale wyglądasz jak przez okno.
Dzień jak co dzień – ptaki śpiewają, słońce świeci, świat płynie dalej i nie ogląda się na Ciebie, chociaż czujesz się jak śmieć. Mimo że już listopad, jesień jest piękna i w sumie to dobija Cię jeszcze bardziej. Najchętniej w ogóle nie podnosiłbyś się z łóżka, zawinąłbyś się w koc, udając krokieta i nie pokazywałbyś się ludziom przez resztę życia. Ale i tak musisz wziąć się w garść, wsiąść w samochód i jechać do szpitala na już dawno umówioną wizytę, na której masz odebrać wyniki badań. Jadąc, myślisz, że za późno wstałeś i nie zdążyłeś zjeść śniadania. Ale to trudno. Umówiłeś się ze znajomą, więc wtedy coś zjesz. Ciągle czujesz, że wegetujesz, bo kochasz ponad wszystko, ale nie możesz dać tej miłości ujścia. Cóż, fakt – wszystko Ci się zawaliło, ale życie nie dobiegło końca. Świat na Ciebie nie zaczeka. Myślisz ciągle, wchodząc do gabinetu. Twój lekarz wita Cię z ponurym uśmiechem.
            „On też chyba ma zły dzień”- myślisz.
Dostajesz kartkę, na której widnieją wyniki badać i oczywiście niewiele rozumiesz z tego bełkotu. I wtedy wszystko się zmienia.
A teraz przejdźmy do właściwej historii…

            W uszach dudniła jej głośna muzyka. Świat krążył dookoła niej, a światła zmieniały się jak w kalejdoskopie. Tańczyła ze swoim znajomym ze studiów i obojgu to odpowiadało. Nie ograniczali się w kontaktach fizycznych, skakali, pili co kilka chwil wódkę z baru, całowali się. Oj, nieźle się nawaliła. On z resztą też.
            Nie wiedziała ani która była godzina, ani ile czasu już tam spędziła, ale bawiła się doskonale. Jeszcze nigdy wcześniej tak się nie zachowywała. Pewnie w normalnych okolicznościach miałaby wyrzuty sumienia, ale nie w tamtej chwili. Wówczas starała się zapomnieć o całej tej siermiężnej rzeczywistości.
            W pewnej chwili poczuła, że ktoś uważnie przygląda się jej poczynaniom.
            Zwróciła się w kierunku wejścia do klubu i widząc jego spojrzenie, uśmiechnęła się. Zastanowiła się chwilę, co on tam robił, ale szybko zdała sobie sprawę, że przecież sama powiedziała mu, gdzie jest. Przez głowę przemknęło jej wspomnienie SMSa, jakiego dostała od niego jakiś tamtego wieczora.
            „Wpadnę do Ciebie, pogadać chwilę ;)”
            - Tygrysie! – zawołała do chłopaka, z którym tańczyła. Udało jej się przekrzyczeć muzykę na tyle, żeby ją usłyszał. – Zostawię cię na chwilę! Przyjaciel przyszedł. Pogadam z nim chwilę.
            Bo przecież byli przyjaciółmi. Zerwali ze sobą, ale przyjaźń miała zostać.
            - Okej – odparł. – Będę przy barze.
            I pocałował ją, wciąż tańcząc. Bynajmniej nie był to krótki pocałunek. Jakby nie chciał jej puścić, choć oboje wiedzieli, że kiedy wytrzeźwieją, nie zostanie nic z ich „bliskich” relacji.
            Tanecznym krokiem podeszła do mężczyzny, na którego widok jej serce biło szybciej i mocniej. Mimo że nie widzieli się już dłuższy czas i chwilami myślała, że jest już okej, że jej przeszło, czasem wszystko odżywało. Zwłaszcza kiedy go widziała. Był jedyną osobą, dla której mogła wszystko poświęcić. Chciała dla niego wszystko poświęcić. Ale on odszedł.
            Teraz przyglądał jej się wzrokiem bez wyrazu. Kiedy z ciepłym okrzykiem objęła go na powitanie, nie drgnął. Nawet nie pochylił się odrobinę, żeby było jej wygodniej. Mierzył sobie prawie dwa metry, a stanie na palcach w butach na obcasach w jej obecnym stanie graniczyło z cudem.
            - Co ci się stało? – zapytał ostro. – To twój chłopak?
            Trochę nie rozumiała, o co mu chodzi.
            - Nie – odparła z szerokim uśmiechem na ustach. Jej wzrok był nieco mętny. – W sumie to znamy się tylko z widzenia.
            Zobaczyła na jego twarzy smutek, złość, żal… i coś jeszcze. Czyżby zazdrość?
            - O co ci chodzi? – zapytała, biorąc się pod boki. – Jesteś zazdrosny? Przecież to ty mnie zostawiłeś?
            Nie była obrażona. Była zmieszana i grała wesolutką, co było dosyć łatwe dzięki sporej ilości alkoholu, jaką w siebie wlała tego wieczora. A do tego cierpiała. Bo tęskniła za nim jak za nikim innym w ciągu całego życia.
            - Właśnie w tej sprawie tutaj przyszedłem. Chciałem porozmawiać – powiedział powoli.
            Stali niedaleko schodów prowadzących do wyjścia, a akustyka w klubie była tak skonstruowana, że w okolicach stołów i loży mogli spokojnie rozmawiać, nie przekrzykując się.
Różowe i fioletowe światła padały na jego jasną cerę i zmierzwione blond włosy. Czuła jego zapach, ten przy którym kochała zasypiać, choć nie miała wielu ku temu okazji. Patrzyła w jego przepełnione bólem i zdezorientowaniem oczy… i miała ochotę paść na kolana i zacząć płakać.
            Po całym dniu dopiero teraz, kiedy stała przed nim w tandetnym klubie z dziadowską muzyką, zaczęło do niej docierać, co się wydarzyło i jak jej życie się właśnie zmieniło.
            - Ale widzę, że doskonale się bawisz… – mruknął. – Że zdążyłaś o mnie zapomnieć.
            To było dla niej jak cios w twarz, chociaż wiedziała, że wcale nie miał zamiaru, sprawić jej przykrości.
            - Nie zapomniałam – odparła twardo. – Musiałam nauczyć się żyć dalej. Ale już nie muszę… – zawahała się. – Do czego zmierzasz?
            Drgnął, jakby chciał ją przytulić, ale hamował się. Wciąż patrzył na nią z góry z pewnej odległości.
            - Jeśli kiedyś uznasz, że jesteś w stanie mi wybaczyć i dać nam jeszcze jedną szansę… Powiedz mi o tym – powiedział szybko, jakby na jednym wdechu. Najwyraźniej był mocno zestresowany.
            Znała te słowa. Sama powiedziała mu kiedyś podobne.
            Uśmiechnęła się smutno i jakby pobladła, czego z pewnością nie było widać w tym świetle.
            - Wybaczyłam ci już dawno – odpowiedziała dość cicho słabym głosem, ale on mimo to usłyszał jej słowa. – Nie. Nie mogę ci tego zrobić.
            Otworzył szeroko oczy.
            - Czego nie możesz mi zrobić? – zapytał drżącym głosem.
            - Jeśli teraz pozwolę ci ze sobą być… - pokręciła lekko głową. – Jeśli pozwolę na to, niedługo będziesz musiał szukać sobie nowej dziewczyny.
            Zmarszczył brwi. Nie rozumiał, o czym do niego mówiła. I w sumie wcale mu się nie dziwiła. Starała się omijać temat. Może sama bała się usłyszeć te słowa z własnych ust?
            - Marzenia się nie spełniają – kontynuowała.
            Dotknęła dłonią jego policzka. Musnęła palcami jego szczękę i położyła rękę na karku chłopaka. Przyciągnęła lekko jego twarz ku sobie i pocałowała delikatnie w usta. I to przelało czarę. Oczy zaczęły ją piec, a po policzkach spod zaciśniętych powiek strużkami popłynęły łzy.
            - Kocham cię najbardziej na świecie – powiedziała, wciąż muskając jego usta swoimi mokrymi od łez wargami. Wciąż mocno zaciskała powieki. – Nie… nawet te słowa to za mało, żeby sprecyzować, co do ciebie czuję. Żadne wymyślone dotychczas słowo nie jest w stanie opisać tego, co czuję. Osobno jesteśmy dwoma różnymi kolorami na palecie, ale razem tworzymy niezliczoną ilość barw. Nie wszystkie są czyste i piękne. Niektóre są brudne i błotniste, ale to nadal jesteśmy my. I na tym polega miłość… Ale nie możemy być już razem.
            - Nie rozumiem… – powiedział cicho.
            Otworzyła oczy.
            On też płakał.
            Ostatni raz widziała jego łzy, kiedy dał jej do zrozumienia, że to koniec.
            Uśmiechnęła się wesoło, choć jej oczy wyrażały niewypowiedziany ból.
            - Mam nieoperacyjnego raka – odpowiedziała, choć nawet dla niej samej jej głos brzmiał pusto, jakby dochodził do nich z innego pomieszczenia. – Jeśli pożyje jeszcze pięć lat, będzie super… I nie mów, proszę, że życie jest niesprawiedliwe… Marzenia się nie spełniają…
            Zaniemówił. Wpatrywał się w nią tylko przerażonym wzrokiem. Trochę jakby nie wierzył w to, co właśnie usłyszał. Zacisnął palce na jej dłoni.
            Ale ona i tak już spadała. Koniec jej życia miał być niczym w stosunku do wieczności i całego świata. Przecież tylu ludzi umierało każdego dnia, a po kilku chwilach żałoby stawało się zapomnianym przez wszystkich elementem życia. Ona też tak zniknie. Zapomniana. Jej życie było niczym z perspektywy wieczności.

            A co Ty byś zrobił, gdyby okazało się, że osoba, która jest spełnieniem Twoich marzeń, umiera?
Może lepiej nie stawiaj się w tej sytuacji. Po porostu żyj z całych sił i kochaj, jakby jutra miało nie być, nawet jeśli ten wybuch uczuć, kiedy masz motyle w brzuchu, przeminął. O marzenia trzeba walczyć, bo one stawiają przed nami perspektywę lepszego jutra. Musisz pamiętać o tym, że nigdy niewiadomo, kiedy wszystko się skończy. Bierz garściami, co daje Ci los i nigdy nie odrzucaj ludzi, bo następnego razu może już nie być.

„Miłość jest pierwszą wśród rzeczy nieśmiertelnych.”
Dante Alighieri

poniedziałek, 26 października 2015

4.A my




Dzisiaj nawet dwa opowiadania! ;)
Długo mnie nie było, a oba te opowiadanka powstały jakiś czas temu. To chyba z miesiąc jak nic. Wrzucam je właśnie teraz, ponieważ jestem w trakcie pisania kolejnego (już bardziej sytuacyjnego niż opisowego). No i w sumie chyba też chciałam je wyrzucić w pewien sposób. Wiecie, człowiekowi aż się lepiej robi jak pokazuje światu swoje "wypociny" (nawet jeśli jest to niewielka liczba odbiorców). Będę usilnie starała wbić się w rytm pisania i może wreszcie wnieść ostatnie poprawki do książki. No i może jakieś wydawnictwo będzie mnie chciało :D
Trzymajcie kciuki! ;)

Życzę miłej lektury.

04.A my / Ty


„A my… z wiecznego niepokoju
Z przelotów wiatru z garści cienia
Z brzóz przedwieczornych, które stoją
Nad cichą rzeką zamyślenia”
~ Piotr Rogucki /wiersz Tadeusza Kijonki
/
„You can’t see me, no
Like I see you
I can’t have you, no
Like you have me”
~ The Pretty Reckless

Rok 2015.
Październik.

Lubiła spać.
            Kiedy spała, świat stawał się taki odległy. Wszystko było spokojne.
            Lubiła też tych kilka chwil po przebudzeniu. Otwierała oczy i nie pamiętała o problemach i przykrościach. A ostatnio potrzebowała zapomnieć.
            Już nawet nie chodziło o to, że nie mogła sobie poradzić ze sobą. Rzecz w tym, że czuła się, jakby stopniowo obumierała. Bardzo, bardzo powoli. Brakowało jej sił.
            Kiedy usłyszała, że jest spełnieniem jego marzeń, więc przez wzgląd na to nie może jej krzywdzić i musi odejść, jej świat rozpadł się, a cienki lód, po którym dotychczas stąpała, zaczął pękać pod jej stopami. Widział, że dawała mu całe swoje serce. Najbardziej bolało go, że nie jest pewien siebie i nie potrafi jej się zrewanżować tym samym.
            Dobrze wiedziała, jak się czuł. Sama była w dokładnie takiej samej sytuacji kilka miesięcy wcześniej, kiedy to ona była zmuszona do odejścia. Bo wiedziała, że nie zasłużyła na niego, na kogoś tak cudownego… Na kogoś kto dawał jej całego siebie. Zależało jej na nim wtedy tak bardzo, że nie mogła sobie pozwolić na krzywdzenie go. Czuła się wówczas niedojrzała do związku, zwłaszcza takiego, jakiego od niej oczekiwał.
            Wtedy nie potrafił zrozumieć jej postępowania i decyzji…
            Jakiś czas później wybrała się na koncert znajomych. Perkusista wpadł jej w oko. Po prostu ją zafascynował. Przystojny, sympatyczny, pogodny, świetnie grał i urzekał ją całą swoją osobą. Kiedy tak słuchała, wczuwając się w muzykę, coś do niej nagle dotarło. Poczuła się, jakby ktoś zdzielił ją w twarz.
            „Co ty robisz?” – myślała. „Przecież to nie on…”
            I to była prawda. We wszystkich facetach, których poznawała, podświadomie szukała cech tego jednego chłopaka. Dokładnie tego, z którego zrezygnowała… Po głowie chodziła jej tylko jedna myśl: „Coś ty zrobiła, do cholery?”
            W końcu jednak dostała kolejną szansę. Wtedy wiedziała, że tak już powinno zostać. Wszystko było na swoim miejscu. Marzenia się spełniły, a ona była najszczęśliwszą osobą na świecie! I nie jest to czcze gadanie. Naprawdę nie było osoby szczęśliwszej od niej.
            O ile wcześniej miała wątpliwości, czy da radę znowu być z kimś i kogoś uszczęśliwiać, tak wówczas była pewna, że kocha mocniej niż kiedykolwiek. Choć prawda jest taka, że kochała pierwszy raz.
            Wcześniej tylko jednej osobie powiedziała „Kocham Cię” i nawet dla niej samej brzmiało to jak kłamstwo. Jakby próbowała oszukać samą siebie. Aż w końcu przywykła. Kłamstwo wiele razy powtarzane staje się prawdą… Choć w tym wypadku tylko poniekąd.
            Teraz kochała całą sobą. Każdym fragmentem ciała. I wiedziała, że to nie minie. Nawet jeśli miał już nigdy jej nie dotknąć, zajmował specjalne miejsce w jej sercu. Takie, którego nikt nigdy nie przejmie.
            Jej uczucia nigdy nie były bardziej szczere. W porównaniu z nimi wszystko inne w jej życiu wydawało się kłamstwem.
            - Jak się czujesz? – kobieta nieco starsza od jej mamy wyrwała ją z zamyślenia.
            - Co mogę powiedzieć…? – uśmiechnęła się delikatnie. – Nie tak znowu najgorzej – wzruszyła lekko ramionami. – Na pewno pomaga mi to, że dobrze wiem, co on czuje. Sama kiedyś powiedziałam mu to samo, co on mnie teraz. Wiele rzeczy zrozumiałam po tym, jak rozstaliśmy się poprzednim razem. Zdałam sobie sprawę, że muszę wytrwać dla niego i walczyć o to, na czym mi zależy. Jakiś czas temu stałam się bardziej religijna… Codziennie modlę się o siłę, żeby wytrwać w postanowieniu. Już nawet nie chodzi o to, żeby na niego czekać, ale o to, żeby wciąż go kochać. Ja zawsze będę dla niego. Myślę, że teraz jestem w stanie wytrwać, bo jest we mnie tyle uczucia, że mogłabym kochać za nas dwoje. Chociaż faktycznie mam świadomość, że już nigdy ze sobą nie będziemy. I pewnie kiedyś zwiążę się z jakimś innym mężczyzną. Ale mimo wszystko to już nie będzie to samo. Tak kochać można tylko raz w życiu.
            Powtarzała to już któryś raz: „Jesteś beznadziejną miłością mojego życia”.
            Byli do siebie tak podobni, a jednak nie stworzyli na dłużej jednej całości, choć przy tym nie potrafili bez siebie żyć. A przynajmniej ona nie potrafiła żyć bez niego.
            A my z harmonii i rozdźwięków…

3.Daleka droga do domu




To opowiadanko, z tego co pamiętam, napisałam jakoś w sierpniu, kiedy lato było w pełni, słonko grzało, życie wydawało się mniej ponure i mimo wszystko jakby lepsze... Teraz jest zimno i smutno... Człowiek ma ochotę zawinąć się w koc, zamienić się w krokieta i nigdy więcej nie pokazywać się ludziom... No dobra, może nie każdy tak ma, ale mi się zdarza, chociaż nie lubię krokietów. Ale co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz. Trzeba żyć dalej :D
Przyjemnej jesieni!


3.Daleka droga do domu


"Pierwszy podmuch wiosny budzi lęk.
Porcja ciepłych złudzeń przenika do serc.
Ptaki oszalałe fruną z drzew.
Mocniej czuję każdy mały smak
i żal, każdy strach
i gniew.

Ile jeszcze we mnie wiary,
Ile jeszcze we mnie samym sił,
Na nowe dni, ile szans.
Ile jeszcze we mnie wiary,
Ile jeszcze we mnie samym sił,
By dalej żyć w taki czas.

Obezwładniająca siła dnia,
Siła, z jaką w miastach, odradza się maj.
Chciałoby się zacząć jeszcze raz,
Chciałoby odnaleźć zmarnowany czas,
Utracony blask.
"
~ COMA

Rok 2015.
Październik.

- Dlaczego nie dasz sobie spokoju? - zapytała jej rozmówczyni. - Może to nie jest dla ciebie? Zostaw go w spokoju i tyle.
            - Wiesz w ogóle czym jest miłość? – odparła, uśmiechając się ponuro.
            To pytanie wyraźnie zbiło jej znajomą z tropu.
            - Powiem ci co to takiego - kontynuowała, nie czekając na jakąkolwiek reakcję. - Więc miłość to taka dziwna rzecz… Siedzi ci w głowie, w sercu, w płucach, w żołądku, w mięśniach... Mogę tak wyłożyć ci książkę do anatomii. Ona jest jak powietrze i woda - najważniejsza do normalnego funkcjonowania. Człowiek bez miłości znika. Jest też takie ważne słowo - "kochać". Bardzo łatwo to powiedzieć, prawda? A w tym jednym słowie powinno się zawrzeć wszystko, co do drugiej osoby czujesz. Bez wyjątku. Bo widzisz, kochać kogoś to akceptować, rozumieć, szanować i dawać szczęście tej jednej wyjątkowej osobie. Powinno się znać ją tak dobrze, jak ona sama siebie nie zna. Na miłość składają się małe rzeczy, ale nie możesz powiedzieć, że kochasz kogoś, bo jest fajny, albo dlatego, że ma fajny tyłek, ładne oczy, uroczy uśmiech, albo dlatego, że jest, załóżmy, dobrym, w naszym przekonaniu, muzykiem. Powinnaś znać tę osobę całą, to co siedzi jej w głowie i gra w duszy. A możesz to wszystko poznać tylko i wyłącznie, zwracając uwagę na najmniejsze szczegóły. Wiesz w ogóle jakie zespoły lubi? Jakie książki czyta; jakie ogląda filmy; jakiej muzyki słucha w samochodzie, a jakiej, kiedy jest mu źle? Wiesz, które piosenki przechowują jego wspomnienia? Wiesz, w jaki sposób się uśmiecha, kiedy jest zażenowany, a w jaki, kiedy cieszy się jak dziecko? Widziałaś kiedyś, jak wygląda, kiedy zaczyna grać? Wiesz, jak mu się wtedy świecą oczy? Albo jaki ma wzrok, kiedy nie wie co ma zrobić, bo każda decyzja będzie niosła swoje negatywne konsekwencje? Wiesz, jak wygląda, kiedy nie chce czegoś stracić? Widziałaś kiedyś w jego oczach w tym samym czasie żal, smutek, rozpacz, radość i pragnienie? Albo czy kiedyś patrzył na ciebie takim wzrokiem, że poczułaś się, jakby chciał cię tu i teraz zagarnąć i zrobić z tobą, na co tylko będzie miał ochotę? - Mówiła, a do jej oczu stopniowo napływały łzy, które jeszcze jakimś cudem była w stanie przełykać. - Bo ja widziałam. Znam to wszystko. Przyjaźnię się z nim od 4 lat. I wiesz co? Cały czas go kochałam. Nawet kiedy miałam chłopaka, to do niego chodziłam z każdym problemem i radością, z każdym smutkiem i obawą. Nawet z głupim naprawieniem dysku przenośnego! Nie poprosiłam chłopaka, tylko jego! On był lśnieniem mojego życia... Chociaż pewnie i tak nie wiesz, co to znaczy. - Już się nie hamowała. Łzy płynęły ciurkiem po jej policzkach zaróżowionych od gniewu, tęsknoty, natłoku słów i myśli. - Wszystko, co robi i mówi, czuję mocniej... Łudziłam się chwilę, że na niego zasługuję, ale to nie prawda. Jestem mu dozgonnie wdzięczna, że po tym wszystkim w ogóle chce jeszcze mnie oglądać, więc co dopiero przyjaźnić się. Spieprzyłam sprawę po całej linii, chociaż on i tylko on był zawsze najważniejszym mężczyzną w moim życiu. Bałam się to przyznać do pewnego momentu, ale tak jest. Mimo że go zawiodłam, od zawsze był jedyną osobą, która nigdy się ode mnie nie odwróciła, rozumiesz...?! W żadnym okresie mojego życia! Nawet w tym najgorszym, kiedy byłam nie do zniesienia, bo facet, który twierdził, że chce się ze mną ożenić, traktował mnie jak swoją własną dziwkę! - Wykrzyczała to dziewczynie w twarz, choć jej głos był stłumiony płaczem. - On przy mnie trwał! Gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj. Nie potrafię bez niego żyć i kocham w nim dosłownie wszystko. I właśnie dlatego uszanuję każdą jego decyzję. Jest jedyną osobą, na której zależy mi bardziej niż na czymkolwiek i kimkolwiek innym. Jestem w stanie poświęcić dla niego absolutnie wszystko... Wszystko to, czego nigdy nie poświęciłabym dla nikogo innego... - dodała już zduszonym szeptem. - To był najpiękniejszy miesiąc mojego życia. I mogę to przyznać bez wahania. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Starałam się jak mogłam, żeby uszczęśliwić też jego. Widocznie nie podołałam.
            Na ulicach zagościła jesień.
            Niestety nie tylko na ulicach, bo także w jej sercu.
            On zerwał z nią kontakt. Zauważyła już wcześniej, że zaczął się wycofywać, ale była tchórzem. Nie zapytała go, o co chodzi, bo bała się tej chwili, która właśnie nastąpiła. Chwili, w której powiedział jej, że musi pobyć sam. Przeczuwała, że to nastąpi, kiedy zaczął odpowiadać jej tylko „Ja Ciebie też”. W końcu i ona przestała mówić mu, że go kocha w podświadomym strachu, że któregoś razu nie będzie już nawet tego odrobinę wymuszonego „Ja Ciebie też”.
            Ale warto było się oszukiwać dla kilku chwil w ciągu tego czasu spędzonego z nim, kiedy znowu nie mogła oddychać ze szczęścia i kiedy po postu czuła się bezpiecznie.
            Nie miała jednak zamiaru nalegać. Kochała go tak mocno, że postanowiła uszanować jego wolę, choć wewnątrz nie wytrzymywała. Cały jej świat zaczął się walić, ale nauczyła się umierać w sobie. Nic innego jej nie pozostało.
            Najgorsza była ta niewiedza.
            Spodziewała się jednak usłyszeć, że była pomyłką. Że jego słowa, najpiękniejsze jakie kiedykolwiek w życiu usłyszała, że ją kocha i nigdy nie przestał, były wypowiedziane zbyt szybko i pochopnie… Nie wiedziała, jak to zniesie. Mimo to była pewna, że jest w stanie ukryć swój strach i cierpienie. W niczym nigdy nie była tak dobra, jak w zatajaniu swoich emocji.
            Kiedy była z nim, czuła się lepszą osobą. Stawała się dobra, wręcz niewinna. Był jej zbawieniem, ostoją, światłem. I to wszystko miało się skończyć.
            Najgorsze było to, że nie pamiętała szczegółów ich ostatniego pocałunku. Nie mogła sobie przypomnieć godziny, jego zapachu, smaku skóry… Nie pamiętała żadnej z tych najważniejszych dla niej rzeczy. Wiedziała jedynie, że pocałunek ten był pośpieszny, na pożegnanie, jakby mieli się tak całować każdego wieczora przez resztę życia.
            Uniosła głowę wysoko i odwróciła się na pięcie plecami do rozmówczyni. Nie zwracając już na nią najmniejszej uwagi, odeszła, choć nie miała celu. Nie wiedziała dokąd zmierza.
            Jej twarz tylko krzywił grymas duszonego szlochu i przełykanych łez. Wiedziała, że bez niego nigdy nie będzie w pełni szczęśliwa; nigdy nie będzie już tą samą dziewczyną.
            Oto czekała ją daleka droga do domu... Przy założeniu, że w ogóle miała do niego dotrzeć.